Chcesz się bać, to się bój [MOJA HISTORIA]

– Ci, których postrzegamy jako niepełnosprawnych, często swoją wrażliwością nas przerastają – uważa Romek Zańko. W swojej galerii „Pod Sukniami” w Szczecinie prezentuje prace takich artystów. Nieprofesjonalnych, ale wyjątkowych, z obszaru art brut i sztuki zwanej naiwną.

– To są wartościowe prace – podkreśla Romek. – Jako kurator wystawy biorę za to odpowiedzialność. Zawsze. Niepełnosprawność jest jednym z aspektów życia artysty, ale jeśli to ma być jedyne kryterium, to nie, nie w tym rzecz. Kryterium najważniejsze to wartość artystyczna. Nie ma co pokazywać tylko dlatego, że autor jest niepełnosprawny. Nie chodzi o to, żeby wzbudzać litość. Bo po co komu litość?

Romek Zańko przyznaje, że nie interesuje go budowanie kolekcji sztuki, ale promowanie twórców: – Nie lubię kolekcjonerstwa, nie zbieram prac. Jeśli kolekcjonuję, to jedynie twórców. Szukam ich, staram się pokazywać, promować, przedstawiać odbiorcom. W historii sztuki tacy artyści dość późno byli dostrzeżeni, właściwie dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Kto nie jest po akademii, nie jest artystą – w pewnych kręgach ten XIX-wieczny pogląd do dziś pokutuje. Trudno mi się z nim zgodzić.

Tak się zaczęło

Pytany o początki swojej działalności Romek wspomina czasy, kiedy angażował się w ruch „Wiara i Światło”: – Pojechałem kiedyś na obóz „muminkowy”, w którym uczestniczyły osoby niepełnosprawne. I przeżyłem szok. Wyobrażałem sobie, że będę dzielnym wolontariuszem służącym nieustannie pomocą, pchającym wózki i bardzo potrzebnym. A wcale tak nie było, zanikała tam relacja opiekun-uczestnik, każdy coś wnosił, każdy w czymś był dobry, każdy coś innego potrafił, nieważne czy opiekun, czy uczestnik, każdy traktowany tak samo, na tych samych zasadach. To były naprawdę superwakacje. Bardzo ważne dla mnie. I tak się wszystko zaczęło. A potem poznałem Konrada Kwaska. Był genialnym rzeźbiarzem. Ludzie przychodzili do niego i zachwycali się jego rzeźbami, porównywali do Nikifora. Brali sobie te rzeźby i znikali. Chciałem tę sztukę pokazać, skoro taka fajna. I tak powstało „Pod Sukniami”.

Najpierw galeria, w której prezentowana była sztuka nurtu art brut, a potem fundacja. Dzieją się tam cuda, na przykład Wojciech Waglewski i Mateusz Pospieszalski z Voo Voo w szczecińskiej galerii właśnie po raz pierwszy czytali „Kokoryny”, opowiadania napisane przez wychowanków Zespołu Szkół Specjalnych przy ul. Dygasińskiego w Krakowie. Powstał z nich później spektakl „Muzyka ze słowami” z udziałem Jana i Marii Peszków oraz muzyków zespołu Voo Voo. Pojawiły się też pierwsze udane próby literackie podopiecznych fundacji „Pod Sukniami”, wydanych zostało kilka tomików opowiadań, a na podstawie tekstów podopiecznego fundacji Piotrka Gęglawy Wrocławski Teatr Lalek stworzył wielokrotnie później nagradzany spektakl „Po sznurku”. Wśród publikacji jest też m.in. kalendarz „z gołymi babami” opatrzony opowieściami o kobietach, miłości, erotyce. Na swój czas czeka prawie gotowy do publikacji kolejny tomik tekstów. W ciągu niemal 20 lat zrealizowano mnóstwo wystaw i wydarzeń artystycznych. Jesienią Romek szykuje kolejny wernisaż w świeżo wyremontowanej siedzibie galerii „Pod Sukniami”.

Podróż do drugiego człowieka

Romek o swoje relacje z niepełnosprawnymi jest pytany często. Bo ma rzadki dar: potrafi być ich kumplem, nie udaje, nie ocenia, po prostu kumpluje się ze swoimi artystami. Dziwią go pytania o to, jak to możliwe: – A dlaczego nie? Bo nie da się zapomnieć o niepełnosprawności? A kto powiedział, że trzeba o niej zapomnieć? Nie trzeba sobie takich zadań zadawać. Jeśli istnieje coś takiego jak zbiory ludzi, to oni mają pewne cechy, którymi się różnimy. Ale mamy też wiele podobnych i wspólnych. Nie wiem jak to bez wielkich słów powiedzieć, może się nie da… Przecież w żadnej relacji nie ma idealnej symetrii. Ktoś jest lepszy w czym innym niż ja i odwrotnie. Raz ja się opiekuję przyjacielem, raz on mną.

I od razu zastrzega: – Nie czułem nigdy, że pracuję dla niepełnosprawnych. To zupełnie nie o to chodzi. Nie mam pojęcia o pedagogice, nie mam też doświadczenia jako terapeuta, ani rodzic dziecka niepełnosprawnego. Ja po prostu spotykam te osoby. Z jednymi się udaje zbudować relacje, z innymi nie. Ale kiedy się uda, to są one dla mnie bardzo cenne.

Przyznaje, że zaczyna go denerwować przekonywanie, że niepełnosprawni są „ok”: – Ileż można gadać? Chcesz, to spróbuj, zaryzykuj. To ty tracisz, że ich nie spotykasz. Męczy mnie przekonywanie. Chcesz się bać, to się bój. Jeśli ktoś żyje jakiś czas na tym świecie, to wie, że każdy coś nam daje. To jest niezwykła podróż do drugiego człowieka. I jak to z podróżą bywa, najpierw trzeba spakować się i ruszyć z miejsca. Czasem się nie chce, ale warto to zrobić, bo coś fajnego może nas spotkać.

Na zdjęciu: Romek Zańko i Piotr Gęglawy

zdjęcie: facebook.com (Pod Sukniami)